16 grudnia 2015

Mam wrażenie, że...

Mam wrażenie, że Święta Bożego Narodzenia trwają przynajmniej miesiąc. I wcale nie o dekoracje, ani kolędy tutaj chodzi. Chodzi o promocje świątecznej żywności w marketach.Rozumiem, że można kupić wcześniej przyprawy, orzeszki, czy jeszcze parę podstawowych rzeczy, które i tak kupujemy w miarę potrzeby. Ale nie zgodzę się ze świąteczną promocją szynki, twarogu, świeżych ryb. Przecież to do Świąt nie wytrzyma. Trzeba chyba zamrozić lub...zjeść. I tutaj jest sedno sprawy. Jeśli skusimy się na wczesną promocję - to mamy wigilijne smaki już od początku miesiąca. Spowszednieją, znudzą się te serniczki i rybki - karpiki i wędzone szyneczki. Będzie tak - albo już jest - jak z owocami cytrusowymi, które były dostępne dopiero przed samymi świętami. Obecnie pomarańcze, mandarynki nie smakują już tak wspaniale, jak kiedyś. Wigilijne smaki rozciągnięte na cały grudzień - to nie oczekiwana wigilia - lecz codzienne menu, które z tradycją nie ma nic wspólnego... Majka 47

29 października 2015

Być czy mieć- czyli co mnie straszy nie tylko na halloween?

Nie wiem jaki to będzie miało wpływ na młode pokolenie, lecz sprawa o której chcę napisać szerzy się coraz bardziej. Jest to tzw. konsumpcyjny tryb życia, ale w trochę innym wydaniu, niż ten, który znamy. To już prawdziwe straszydło halloweenowe i zabiera coraz to młodsze roczniki. Na YouTube jest spora grupa młodych ludzi, którzy przedstawiają nam swoje haule zakupowe. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby to było od czasu do czasu. Ale są dziewczęta (panie?, kobiety?), które regularnie zdają nam sprawę ze swoich wypraw do znanych sieci handlowych i kupują, kupują, kupują...
 Wyjaśnienie za słownikiem pojęcia haul:
  1. ciągnienie, holowanie
  2. łup, zdobycz
  3. połów (ilość złowionych ryb)     
Może to i miało znaczenie w dawnych, trudnych czasach, ale nie dziś, gdzie w każdym markecie można dostać  wszystkie te rzeczy. Ile osłonek na doniczki jest nam potrzebne, ile świeczek dekoracyjnych, ile wazoników, ile szminek do ust i szamponów można kupić. Jak wygląda taki przeładowany rzeczami pokój, z ramkami na obrazki, z poduszkami, pledami, koszykami, pojemnikami i wieloma innymi drobiazgami? 
Ale ton tych hauli zachęca do kupowania, do wydawania, do buszowania po marketach i sieciówkach. Mówią do nas coraz to młodsze osoby, nawet z gimnazjum. Skąd biorą na te zakupy pieniądze?
Jedyny haul, który interesowałby mnie to haul książkowy, ale takiego właśnie brak. Majka 47                                  

5 października 2015

Moje spostrzeżenia po lecie.

Upalne lato oddala się od nas coraz bardziej. Po minionym lecie i moich podróżach mam parę spostrzeżeń, które wyróżniają to lato od poprzedniego.

Zacznę od troski od dzieci. Im więcej w wiadomościach ogłoszeń o rodzicach, którzy nie pilnują swoich dzieci i narażają na niebezpieczeństwo - tym bardziej rzucają się w oczy udogodnienia dla rodziców podróżujących z dziećmi. To samo dotyczy udogodnień dla dzieci w domach wczasowych, hotelach,w restauracjach, marketach, na plażach itp. Wszędzie w nowych toaletach są kąciki do przewijania niemowląt, w salach miejsca dla dzieci z zabawkami, blokami do rysowania, a nawet opiekunowie, którzy pomagają dzieciom w zabawach. Na plaży są wyspy dziecięce, które zwiększają bezpieczeństwo przebywania na plaży.

Druga sprawa to poprawa (?) - jeszcze z pytajnikiem - podróżowania pociągiem. Z południa na północ czekamy na połączenie podróżowania pendolino, co skróci czas przejazdu z Bielska do Warszawy do ok.3godzin. W związku z tym odnowiono wiele odcinków starej linii kolejowej, na trasie przejazdu odnowiono parę starych, zabytkowych dworców kolejowych, na dworcach zamontowano windy lub ruchome schody na perony. Szkoda tylko, że takiego szybkiego połączenia kolejowego nie będzie z Bielska do Krakowa, gdyż obecnie pociągiem podróżuje się z przesiadkami (!) a podróż trwa ok 3godz.

Ostatnie spostrzeżenie dotyczy korzystnych zmian w miastach. Przebudowane są rynki, miasta są ukwiecone, powstaje wiele nowych obiektów kulturalnych, sportowych, publicznych. Szkoda tylko, że wspaniały w swym planie i założeniu stadion w Chorzowie tak długo czeka na skorygowanie błędnego planu.

Wszystkie te przedstawione spostrzeżenia są dla nas przyjazne i ułatwiające codzienne życie. Majka47
 

8 lipca 2015

Wakacje, wakacje...

Można nazwać wakacje sezonem ogórkowym, można nazwać czasem wolniejszym od pracy lub po prostu leniuchowaniem, ale zawsze to będą wakacje.
Tego lata pogoda również wymusza swoiste nic-nie-robienie, gdyż jest albo tak gorąco, że niebezpiecznie wychodzić z domu, albo pogoda szaleje burzami i wichurami, albo kropi nas niezbyt miłym deszczem.
Pomijam prace przy usuwaniu "krajobrazu po burzy", ale to nie jest śmieszne, lecz dla poszkodowanych wręcz tragiczne.
Plusem wakacji jest to, że możemy przebywać więcej wspólnie, w tym również z dziećmi. 
Po zaliczeniu obowiązkowego wyjazdu wczasowego pozostaje nam jeszcze do zagospodarowania mnóstwo czasu. Czekają więc na nas zaległości domowe, przetwory owocowe (czy jeszcze ktoś takie robi?), grillowanie na działce itp.
Czas rozpełza się do późnych godzin nocnych odwrotnie proporcjonalnie do wykonanej pracy.
Najlepiej więc wakacje poświęcić na zwiedzanie, wyjazdy, wycieczki itp. A może "objazdowo" odwiedzić część naszych znajomych mieszkających w innych regionach? Propozycji jest wiele więc wykorzystajmy ten czarowny wakacyjny czas.Majka47
 

16 czerwca 2015

Współcześnie monumentalnie....

Tak się złożyło, że w dość krótkim czasie zwiedziłam dwa współczesne monumentalne obiekty. 
W Warszawie był to Stadion Narodowy, a w Katowicach niecały rok temu otwarta nowa sala Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. 
Co innego słyszeć w mediach, czytać i widzieć mecze i inne widowiska i imprezy stadionowe, a co innego stanąć prawie pod kopułą, przed sobą mieć prawie 58500miejsc, a w dole zieloną murawę. 




Dla przypomnienia - Stadion został otwarty w 2012roku, na widowni jest 58 500 miejsc, powierzchnia biurowa i handlowa 25000 m2, parking podziemny pod płytą boiska na 1765 aut.
Gabinety odnowy, szatnie i wiele innych potrzebnych pomieszczeń z olbrzymią powierzchnią głównej płyty stanowi monumentalny obiekt. Robi wrażenie!Nie wdaję się w szczegóły techniczne, ani nie porównuję z innymi stadionami Europy czy świata, Narodowy jest naszym Stadionem i niech tak pozostanie.

Inny monumentalny obiekt znajduje się w Katowicach. Zupełnie inna branża, chociaż sport i muzyka mają podobno coś wspólnego.
Na placach pokopalnianych powstają nowe kompleksy. Zaraz za znanym już Spodkiem 1 X 2014 roku została otwarta najpiękniejsza w Europie, a może nawet w świecie sala koncertowa Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia.
Robi wrażenie innością i wystrojem! 1800 miejsc ułożonych kaskadowo wokół estrady na 4 poziomach.



Wiem, że moje zdjęcia nie są idealne, ale są robione amatorsko, na Poranku symfonicznym NOSPR.
Odniosłam wrażenie, że jestem w środku skrzypiec czy gitary, Wszystkie linie opływowe, wygięte jak w instrumentach, dużo drewna, specjalna faktura ścian, ruchome chowane kurtyny dostosowujące akustykę i jeszcze wiele innych tajemnic architektonicznych tworzą wspaniałą akustykę i pozwalają na doskonały odbiór muzyki z każdego miejsca!
W dole elipsy (?) duża estrada - 250m2 na 120 osobową orkiestrę i 100 osobowy chór.
Wygodne foteliki dopełniają komfortu przeżywania muzyki. Rezerwacja biletów może być elektroniczna, lecz czekania na koncert i tak parę miesięcy. 
Myślę, że nikt nie połączył w opisach czy reportażach tych dwóch tak różnych i tak współczesnych monumentów. Majka 47

25 kwietnia 2015

Nie żałuj na szkolne wycieczki.

Coś się zmieniło w temacie szkolnych wycieczek. Kiedyś wycieczki były miłą chwilą w szkolnym życiu. Wiadomo było, że kl.IV - zamek w Pszczynie, V - Kraków, VI - dwudniowa Warszawa, klasa VII- trzydniowa góry lub Mazury.(Z małymi zmianami, gdy była kl.VIII.) Wszystkie dzieci chętnie jechały na wycieczkę, nie było mowy, żeby nie jechała cała klasa. Jeśli naprawdę nie było kogoś stać na wycieczkę, to pomagała klasa, Komitet Rodzicielski, zbierano butelki, makulaturę i...jechała cała klasa. 
Obecnie jest to dużym problemem. Jedzie garstka uczniów z jednej klasy, z całej szkoły może uzbiera się ilość autokarowa. A szkoda. Wycieczka  klasowa to wycieczka z przewodnikiem, lub z nauczycielem przygotowanym do prowadzenia wycieczki, opracowana, dopasowana do grupy wiekowej. Dzieci dużo wówczas zwiedzą, zapamiętają, zobaczą. Koszt takiej dłuższej wycieczki  w zależności od ilości dni waha się od 250 - 450. To duża kwota, ale znając plan już od początku roku dzieci mogą odkładać tak, aby w maju była pełna kwota. Dzieci na wycieczce poznają się o wiele lepiej niż w szkole. I wcale nie jest to szkoła życia, lecz sytuacje codzienne, kiedy to trzeba poczekać na spóźnialskich, pomóc komuś nieść plecak czy podzielić się czekoladką.  Dzieci nie chcą jechać na wycieczkę, bo jadą z rodzicami, lub na zagraniczne wojaże. Tam nie muszą być tak samodzielne, rodzic często wyręczy w kłopotach, a zwiedzanie ograniczy się "do rynku". Są jeszcze niedomówienia w sprawach opieki nad uczniami, ale to już nie ten temat. Jeśli klasa organizuje wycieczkę - nie bójmy się, że będą to wyrzucone pieniądze. Majka47

18 kwietnia 2015

Imieniny, urodziny, jubileusze.

Piękne, uroczyste i miłe są spotkania gdy my czy nasi bliscy właśnie świętują  jakąś rocznicę czy imieniny. 
Jak się jednak zmienia forma i jakość tych spotkań. Dawniej było to spotkanie przy placku z serem, torcie i kawie, oczywiście w domu (wcześniej trzeba było wystawić przeszkadzające meble, pożyczyć krzesła od sąsiada) lub na dworze pod rozłożystym drzewem. Potem był czas kanapek, ewentualnie jednego ciepłego dania. I tylko słychać było  gdzieś z daleka, że w innych krajach nie robi się przyjęć w domu, tylko gości zaprasza się do lokalu. Zgroza! Jak to możliwe, jakie to nieposzanowanie rodziny i bliskich! Nic nie przygotować w domu? Zabrać gości do lokalu? To niemożliwe! Tymczasem przyszedł okres cateringu, zamawiania gotowych dań, nawet udekorowanych do domu na określoną godzinę, nawet z obsługą! To już była Europa i Ameryka razem wzięte!Królowały na stołach "koryta" i pieczone prosiaki, golonka, kapusta i pierogi. Polskie dania na swojskim obrusie. Aż wreszcie przyszedł ten czas. Bardzo często praktykuje się zapraszanie gości do zamówionego lokalu, z uzgodnionym wcześniej menu, bez wystawiania krzeseł i pracochłonnego przygotowywania przyjęcia. Wszyscy się pomieszczą, złożą życzenia i upominki i będą się dobrze bawili, wspólnie wspominając, jak to ongiś bywało. I chyba tylko toasty pozostały bez zmian. Zdrówka!Majka47

31 marca 2015

Jeszcze przed Świętami...

Długi marzec o zmiennej pogodzie odpływa z deszczem, z porywistym wiatrem i chłodem. Pomyte okna ponownie zapłakane, a w ogródkach wszystkie wiosenne kwiatki zamknęły kolorowe płatki i czekają na słońce. A tak już było wiosennie!
Czytam ciekawą książkę p. Marka Wałkuskiego "Wałkowanie Ameryki". Różnic kulturowych jest co niemiara. Książka podzielona jest na rozdziały tematyczne i przedstawia nam "jak to robią w Ameryce, a jak u nas". Marek Wałkuski to dziennikarz radiowej Trójki i wieloletni korespondent Polskiego Radia w Waszyngtonie. Książka wydana w 2012 r. lecz wiele tematów jest wspólnych z dzisiejszą rzeczywistością. Zainteresował mnie rozdział "Typowy Amerykanin"i powiedzenia "młody jak Amerykanin", "inteligentny jak Amerykanin","kraj szczęsliwych ludzi - a więc ogromna wiara w wielkość jednostki i całego kraju...
"Amerykański tygiel etniczny" jak sama nazwa wskazuje przedstawia wielonarodowość kraju i różne z tym związane problemy, m.inn. o ćwiczeniach wojskowych, posługiwaniu się różną bronią, umiejętnością czytania map itp (to w związku z powoływaniem na ćwiczenia w naszym kraju i zdziwienie tym wywołane).
Ciekawy jest rozdział pt "Raj dla bogów" - to o tolerancji. A  jak się robi prawo jazdy w Ameryce autor przedstawił aż w 11 podrozdziałach. Tak w ogóle to cała pozycja jest bardzo ciekawa, mimo, że nie jest to beletrystyka. Ostatni rozdział zatytułowany jest "Jest okej", ale nie zdradzę do czego się to odnosi. 
Zachęcam do takich ciekawych lektur w wolnym czasie świątecznym...Majka47

11 marca 2015

Ośla ławka?

Dawno, dawno temu, gdy w klasach były czarne podłogi (zapuszczane czymś niezniszczalnym), a na każdej ławce stał czarny kałamarz (?) w tyle klasy stała sobie "ośla ławka". Kto był zmuszony usiąść w tej ławce przeżywał spory stres i wstyd, a na przerwach dzieci palcami wskazywały nieszczęsnego osobnika. Jak najszybciej każdy chciał wrócić z powrotem do swojej ławki obiecując w nauce a przede wszystkim w zachowaniu solidną poprawę. 
Z opowiadań dziadów wspomina się jeszcze klęczenie na grochu, ewentualnie z rękami w górze.
Zamykanie w "kozie" było już uwieczniane w literaturze i też nie należało do przyjemności. Kończyło się często ucieczką przez okno, a czasem po niegrzeczniucha przybywali osobiście rodzice, którzy odpowiednio"wypłacali" nagrodę. 
Czasem szła jeszcze w ruch długa linijka i wówczas dłonie od wewnątrz mocno szczypały...
Tak było dawno, dawno temu. Obecnie króluje bezstresowe wychowanie, metody bezdotykowe, prawo wolności i swobody. Markowe i kolorowe przedmioty i ubrania umilają naukę, a liczne kółka zainteresowań rozwijają wiedzę i sprawność. 
Czy wiec coś się zmieniło od ubiegłego wieku? Prezentowane w mediach przypadki "regulaminu" wejścia do klas, lub nietypowego  nauczania maluchów przy pomocy taśmy i wrzasków na szczęście nie są normą, ale jednak zdarzają się. Odbieramy to z dreszczem, niesmakiem i z niepokojem, bo jednak tak traktować dzieci z naszą wiedzą o ich psychice nie wolno. Czy nie jest to jednak jakaś ciągłość oślej ławki? Majka47

16 lutego 2015

Zaproszenie na kawę...

Zapraszam na kawkę, napijemy się kawki, wpadnij o 16.00 na kawę, pijemy kawę o 10.00 - codziennie słyszymy podobne zwroty zapraszające nas czy umawiające na tradycyjną "małą czarną". Kawa jest pyszna, ale przecież to nie o kawę, nawet tą najlepszą tutaj chodzi. Kawa jest symbolem kontaktów między nami, symbolem zwierzeń, symbolem rozmów czy niewinnych codziennych ploteczek. Bycie razem, blisko siebie jest w tym momencie najważniejsze. Można wpaść do mamy na kawę, wypić ją z koleżanką, przysiąść na kawie u córki, czy nawet delektować się kawą z dorosłą wnuczką. Można zaprosić sąsiadkę (lub sąsiada),wypić kawę w najbliższej kawiarence, czy podzielić kawę z termosu podczas górskiej wyprawy między uczestników wycieczki. Oczywiście mówimy "kawa" a pić można dowolnie wybrany napój - sok, herbatę, lecz wspólnie...
Nie ma innego słowa, które tak niezobowiązująco pozwoliło by nam spędzić wspólnie jakiś czas. Śniadanie - za wczesna pora, obiad - raczej musi być jakaś okazja, kolacja - nie każdy jada, a poza tym za późno, natomiast na kawę można się umówić o dowolnej porze dnia...A ponieważ w ostatni dzień karnawału powinno być wesoło, podzielę się krótkim wierszem pana Wiesława Mikołajczaka.
"Ta mała czarna"
Ta mała czarna przyjemnie pachnie,
Gdy ją skosztuję pewnie nie zasnę.
Dotykam ucha pieszczotą dłoni,
Rozchylam usta z miłości do niej.

Ona rozgrzana, rozpala wnętrze,
Ciągle szukają jej moje ręce.
Tak mnie pobudza, tak zadowala,
Ta mała czarna e kubeczku kawa.

Można więc i tak delektować ten czarny napój. Majka47